WYCIECZKI - Góry Sowie - www.uzdrowiciel.co

Przejdź do treści

Menu główne:

WYCIECZKI - Góry Sowie

WYCIECZKI

WYCIECZKI   EKSPLORATORSKIE
do trzech podziemnych miast w Górach Sowich:  
Osówka, Rzeczka i  Włodarz oraz na poligon niemieckich
latających talerzy z napędem antygrawitacyjnym w
miejscowości Ludwikowice (ok. 15 km od Wałbrzycha).
Wycieczki są w ramach Warsztatów 7-dniowych

   
TERMINY  2019

1/  od  23  do  29  września 2019 - WALIM  k. Wałbrzycha.


Wycieczki odbędą się podczas Warsztatów w Walimiu.
Program WARSZTATÓW  w  Walimiu jest taki sam, jak w Karpaczu.
Kliknij:   WARSZTATY  7-dni

Poznasz długo ukrywane i celowo przekłamywane niezwykłe osiągnięcia techniczne Niemców, wyprzedzające wiek XXI.  UWAGA! To nie jest wycieczka dla osób, które fascynują się militariami, bo pozostali uczestnicy by się gorszyli obecnością takich osób. Tutaj chodzi wyłącznie o zgłębianie prawd historycznych. Wycieczka ma również uświadamiać ludziom, że trzeba potępiać dawne i obecne przejawy totalitaryzmu, niewolnictwa i nienawiści ludzkiej w ogóle.
Obiekty są udostępniane z przewodnikiem. Poligon latających talerzy jest już zagospodarowany.  Usłyszysz opowieść organizatora wycieczki, który na temat latających talerzy wie znacznie więcej, niż możesz się dowiedzieć z licznych książek, bo do szkoły podstawowej uczęszczał z wnukami ubeków, którzy przesłuchiwali zarówno schwytanych Niemców konstruujących tam te latające talerze o napędzie antygrawitacyjnym, jak i więźniów tam pracujących!  



  
Galeria obrazów. Kliknij na miniaturę, by powiększyć.

 

Zdjęcie przedstawia żelbetonową konstrukcję o wysokości kilkunastu metrów i średnicy ok. 50 metrów, tzw. "Muchołapkę", którą niemieccy naukowcy wykorzystywali do testowania napędów latających talerzy. Jest to typowa konstrukcja tzw. chłodni budowanej przy elektrowniach, którą tutaj przystosowano specjalnie w celu testowania napędów antygrawitacyjnych. Ta budowla nie była nigdy wykorzystywana jako chłodnia. Z pobliskiej elektrowni pociągnięto kabel wysokiego napięcia, który wystawał pośrodku "Muchołapki". Do uruchamiania silników latających talerzy używano wysokiego napięcia, doprowadzonego grubym kablem z  elektrowni oddalonej o 150 metrów, po lewej. Kabel wystawał pośrodku "basenu". Pomiędzy filarami "Muchołapki" znajdował się basen o głębokości 2 metrów. Napędy antgrawitacyjne, tzw. "dzwony" wytwarzały podczas testów wysoce szkodliwe promieniowanie radioaktywne. Po przeprowadzanych testach, ze względu na wysoką radioaktywność, basen przepłukiwano wodą z ogromnych zbiorników położonych po prawej stronie, powyżej tego miejsca.  Niemcy dobrze wiedzieli, że te latające talerze doskonale latają i znali ich osiągi: do 12000 km/h w powietrzu, a do 50000 km/h w kosmosie, a pracowali tylko nad tym, by zmniejszyć promieniowanie szkodliwe dla pilota.  Były to latające talerze o nazwie "Haunebu" z napędem antygrawitacyjnym, rtęciowym, które Niemcy zrekonstruowali na podstawie starożytnych hinduskich ksiąg znalezionych w Indiach przed wojną. Pod koniec 1944 roku silniki antygrawitacyjne były już udoskonalone i wyprodukowano kilkadziesiąt gotowych pojazdów. Wiosną 1945 roku była już gotowa linia do produkcji seryjnej tego rodzaju latających talerzy - w Górach Harzu.  Nazwa "Haunebu" jest skrótem nazwy zamku Hauneburg k. Hamburga, gdzie mieściła się siedziba grupy ezoteryków, którzy rozpracowali szczegóły konstrukcji rtęciowych pojazdów antygrawitacyjnych.
Równolegle do tego, w zakładach lotniczych w Pradze konstruowano i oblatywano inny rodzaj latającego talerza o równie imponujących osiągach, skonstruowany przez Austriaka Wiktora Schaubergera, którego napęd był oparty o tzw. wiry powietrzne. Te informacje znajdują obecnie potwierdzenie w odtajnionych danych amerykańskiego i brytyjskiego wywiadu wojskowego.

Komentarz do zdjęcia "Muchołapka":
Za nami, w odległości ok. 200 metrów znajduje się przedwojenna kopalnia węgla kamiennego, w której pracowała ogromna lotnicza fabryka zbrojeniowa oraz fabryka chemiczna. To tutaj konstruowano m.in. latające talerze i słynne „kugelblitze” - latające, zdalnie sterowane ogniste kule, nękające aliantów nad Rzeszą pod koniec wojny. Niemcy zalali kopalnię tak skutecznie, że żadnej ekspedycji rządowej nie udało się jej odpompować, by poznać jej tajną zawartość. Za Gierka sprowadzono nawet baterię potężnych pomp górniczych z Francji, wszystko na nic. Niemcy z pomocą różdżkarzy potrafili niezwykle skutecznie zatapiać wszystkie kluczowe podziemne obiekty militarne. W Berlinie przed wojną i w czasie wojny funkcjonowała słynna szkoła różdżkarzy, ktorzy odznaczali się niezwykłą skutecznością. Szkoda, że powojenni polscy szkoleniowcy nie znali niemieckich metod szkoleniowych, bo nie wtłaczaliby tylu nonsensów ludziom szkolonym na różdżkarzy.
Zaplecze kopalni było połączone z ogromnym węzłem kolejowym, ciągnącym się za nami. Liczne odtajnione dokumenty wskazują na to, że główne obiekty podziemne komplksu „Riese” (Osówka, Rzeczka, Włodarz) były połączone z tą kopalnią za pomocą wind i podziemnej linii kolejowej, biegnącej na głębokości kilkudziesięciu metrów.

Epilog budowy "Haunebu":
Wśród zaprzyjaźnionych ezoteryków wiadome jest, że przed wojną w Niemczech inkarnowały się dziesiątki dusz, które w starożytnych Indiach były budowniczymi Viman i statków międzygwiezdnych. Te inkarnowane dusze zasiliły zespoły naukowców budujących w Niemczech kilka rodzajów latających talerzy. Z końcem wojny kilkanaście gotowych, oblatanych egzemplarzy wraz z dokumentacją techniczną zostało przerzucone do Argentyny i do bazy Neuschwabenland. Trafiło tam także kilku najbardziej wtajemniczonych naukowców. Pozostali poszli w rozsypkę. Do USA trafiło kilku naukowców, którzy mieli niepełną wiedzę na temat budowy "dzwonu" (napędu) i w bazie militarnej koło Kecksburga próbowali odtworzyć napęd dysku "Haunebu". Do ZSRR, po siłowym przechwyceniu, trafiło kilku naukowców mających pełną wiedzę, którzy postanowili nie wyjawiać bolszewikom tej technologii - przez kilka lat wodzili za nos przeciwnika, znosząc ciągłe tortury, aż w końcu zostali wysłani do łagru na Syberii, gdzie w izolacji od reszty więźniów zostali skazani na śmierć głodową. Nawet w obliczu śmierci w lodowej celi nie wyjawili tajemnic budowy napędów latających talerzy - postanowili ocalić miliony istnień ludzkich przed potężną bronią w łapach bolszewickiego potwora. Taką oto syberyjską historię ze swego ostatniego wcielenia przekazał pewien znajomy ezoteryk, który relacjonował, że w poprzedniej inkarnacji był jednym z tych naukowców konstruujących "Haunebu" i dopracowującym napęd Schaubergera. W obecnym wcieleniu również jest wynalazcą i spotyka się z kamratami ze swej poprzedniej inkarnacji.


*****

www.uzdrowiciel.co
Prawa autorskie zastrzeżone!
Zabrania się kopiowania i powielania
części lub całości tekstów
bez pisemnej zgody autorów!
All rights reserved!


Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego